środa, 2 lipca 2014

Rewelacyjny Howard, emocje w dogrywce i awans Belgów!


38 strzałów Belgów, 27 w światło bramki, z czego aż 25 obronił Tim Howard. Amerykański bramkarz przez większą część meczu był murem nie do przebicia dla belgijskich "Diabłów", ale ostatecznie po dogrywce, podopieczni Marca Wilmotsa zameldowali się w ścisłej ósemce najlepszych reprezentacji globu. 

Ci, którzy wytrzymali do późnego wieczora, a nawet nocy, żeby obejrzeć ten mecz, na pewno nie żałowali. Wszystko za sprawą rewelacyjnie grającej Belgii, która od początku, aż do końca spotkania dążyła do zwycięstwa. Na drodze "Diabłów" raz po raz stawał Tim Howard, który rozgrywał tzw. "mecz życia".

O tym, że Belgowie bardzo chcieli objąć prowadzenie jak najszybciej jest to możliwe, może świadczyć sytuacja już z pierwszej minuty. Wtedy Howard zaliczył pierwszą udaną interwencję, a szczęścia szukał Origi. Amerykanie odpowiedzieli w 21 minucie, ale strzał Dempseya spokojnie wyłapał Courtois. Dwie minuty później Belgowie powinni już prowadzić, ale fatalnie przestrzelił Kevin De Bruyne. Ten sam zawodnik spróbował szczęścia w 46 minucie, ale jego zaskakujące uderzenie pewnie złapał Howard. Do przerwy 0:0.

47 minuta i znów groźnie pod bramką Howarda. Tym razem golkiper USA przeniósł piłkę ponad poprzeczką, po strzale głową Mertensa. W 56 minucie strzał głową z 11 metrów oddał Origi, ale piłka tylko otarła się o poprzeczkę. Jęk zawodu na trybunach belgijskich kibiców. Minutę później dwukrotnie próbował Vertonghen. Najpierw strzał belgijskiego obrońcy obronił Howard, a później Vertonghen kopnął ponad bramką. W 60 minucie podanie Origiego zmarnował Mertens, który starał się pokonać Howarda piętą, jednak piłka minęła bramkę. W 69 minucie obok bramki strzelał Axel Witsel. W 76 minucie "setkę" zmarnował Mirallas, który na placu gry pojawił się za Mertensa. Skrzydłowy Evertonu otrzymał doskonałe podanie od Origiego, a gdy stanął oko w oko ze swoim klubowym kolegą - Timem Howardem, nie potrafił go pokonać. W 79 minucie, cudów w wykonaniu Howarda ciąg dalszy. Piękna akcja Belgów zakończona strzałem Hazarda, ale i tym razem golkiper USA potrafił sparować piłkę do boku. W 88 minucie znów strzelał Hazard, ale tylko w boczną siatkę. O tym, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, Belgowie mogli przekonać się w 93 minucie gry. Wtedy stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Wondolowski, ale nawet gdyby trafił do siatki, gol nie zostałby uznany, ponieważ boczny sędzia podniósł chorągiewkę. Rzecz w tym, że spalonego nie było i strach pomyśleć co mówiłby Jurgen Klinsmann po tym spotkaniu, jakby Wondolowski zdobył gola...
Do wyłonienia zwycięzcy będzie potrzebna dogrywka.



W dogrywce emocji ciąg dalszy. Marc Wilmots posyła na plac gry Romelu Lukaku, który zmieni Origiego. Już w pierwszej akcji dogrywki Lukaku popisał się fantastycznym rajdem, po czym dograł piłkę w pole karne do De Bruyne, a ten precyzyjnym strzałem pokonał Tima Howarda. To uderzenie było 31 próbą Belgów w tym meczu! W 105 minucie było już 2:0, a tym razem De Bruyne i Lukaku zamienili się rolami. Asystował ten pierwszy, a do siatki trafił ten drugi. Kiedy wydawało się, że Amerykanie nie mają szans, aby wrócić do meczu, nadeszła 107 minuta. Kapitalne zagranie Bradleya do Greena, a ten strzałem z woleja pokonał Courtoisa. Było 2:1. W tym momencie Amerykanie włączyli szósty bieg. W 109 minucie niewiele brakowało, a doprowadziliby do remisu. W 110 minucie mogło już być po meczu. Spod opieki obrońców uwolnił się Lukaku, ale jego strzał fantastycznie obronił Howard. W 113 minucie gry USA miało rzut wolny. Kapitalnie rozegrali to "Jankesi" przez co w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Dempsey, ale Courtois wyszedł obronną ręką z tego pojedynku.

Amerykanie walczyli do końca, ale ostatecznie przegrali 2:1 i w ćwierćfinale mundialu to Belgia zagra z Argentyną.

DS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz