Po raz kolejny na tym turnieju los uśmiechnął się do reprezentacji Argentyny. Tym razem w spotkaniu przeciwko Szwajcarom, wygranym po dogrywce 1:0. Bramkę na wagę ćwierćfinału zdobył w końcówce Di Maria. Mało brakowało, a bylibyśmy świadkami rzutów karnych. Albicelestes w doliczonym czasie uratował... słupek.
Podopieczni Sabelli przez całe spotkanie grali bardzo ospale, byli w niektórych chwilach bezradni, mało zaangażowani, nie stwarzali sobie zbyt wielu okazji strzeleckich. Gra całkowicie oparta na Messim nie kleiła się. Gwiazdor Barcelony nie błyszczał w tym spotkaniu formą, co odbiło się na postawie całej drużyny. W pierwszej połowie wyraźnie przeważali Szwajcarzy, którzy mieli dwie stuprocentowe sytuacje do zdobycia bramki. W 27 minucie swoje możliwości techniczne zaprezentował Shaqiri. Ograł obrońcę i wycofał piłkę do niepilnowanego Xhaki, a ten uderzył po ziemi prosto w bramkarza. 5 minut przed zmianą stron Helweci wyprowadzili groźną kontrę. Futbolówkę na wolne pole dostał Drmic. Szwajcarski napastnik popędził na bramkę Romero i kopnął tak niefrasobliwie, że wyszło z tego podanie prosto w rękawice bramkarza.
W drugiej połowie to Albicelestes przejęli inicjatywę, jeśli można tak to w ogóle nazwać. Swoje szanse zmarnowali Higuain, Palacio i Messi. Wynik już się nie zmienił i po raz czwarty na tych mistrzostwach mieliśmy okazję zobaczyć dogrywkę. Przez większość dodatkowego czasu nie działo się kompletnie nic. Argentyńczycy niemal słaniali się po boisku. Najaktywniejszy był Angel di Maria, który w 118 minucie wprawił w euforię piłkarzy i kibiców Albicelestes. Strata Szwajcarów w środku pola, piłka do Messiego, ten mija kilku obrońców, podaje na prawo do di Marii, który płaskim strzałem pokonuje Benaglio. Tak pokrótce można opisać to trafienie. Helweci rozpaczliwie rzucili się do odrabiania strat i byli bardzo bliscy powodzenia. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę na prawej stronie zebrał Shaqiri, zacentrował idealnie w tempo i wprost na głowę Dzemailiego. Szwajcarski rezerwowy z 4 metrów trafił w słupek, potem piłka odbiła się jeszcze od jego nogi i o centymetry minęła bramkę.
Można więc powiedzieć, że Argentyńczycy są w czepku urodzeni. Chyba zbyt szybko uwierzyli, że ten mecz jest już wygrany. Nie zachowali koncentracji do końca i mogli za to słono zapłacić. Ich następny rywal może już być bardziej skuteczny, a wtedy aspirująca do złota Argentyna pożegna się z turniejem szybciej niż się tego spodziewała.
MP


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz