Miesiąc piłkarskich emocji już za nami. Miesiąc z emocjonującymi wieczorami i pokazem solidnej gry defensywnej i w końcu miesiąc, który otworzyła i zakończyć w wielkim stylu miała Francja. Ostatni akcent należał jednak do Portugalii. Czas na podsumowanie Euro 2016.
Kilka słów o tych, którzy w mojej
opinii najbardziej zawiedli lub przeciwnie – pokazali pazur. Z
biegiem czasu będziemy pamiętać o ich poczynaniach na francuskich
boiskach.
ANGLIA. Apetyty rozbudzone jak
zawsze przed wielkim turniejem, a rzeczywistość znów brutalnie
obnażyła słabości Rooneya i spółki. Coś w tej reprezentacji
musi być nie tak, skoro w środku pola jedną z wyróżniających
się postaci był Wilshere, człowiek, który pojechał na Euro po
sezonie spędzonym w gabinetach lekarskich. Zabrakło w szeregach
kadry Drinkwatera, świeżo upieczonego Mistrza Anglii, a jego kolega
z drużyny – Vardy, zaczynał mecze z ławki rezerwowych. Oprócz
wymęczonego i co by nie mówić, szczęśliwego zwycięstwa w fazie
grupowej z Walią, Anglicy po prostu przeszli przez ten turniej
niezauważeni.
ALBANIA. Słowa uznania.
Debiutująca w Mistrzostwach Europy reprezentacja o mały włos nie
awansowała do fazy pucharowej rozgrywek. Widać było chęć do gry
w poczynaniach tych zawodników. Dobry mecz z Francją i ostatecznie
pechowa porażka, zażarta walka ze Szwajcarią również zakończona
niepowodzeniem, a na koniec godne pożegnanie się z turniejem czyli
wygrana z Rumunią. Albania zdecydowanie na plus.
BELGIA. Drużyna z wielkimi
nazwiskami, brylującymi m.in. w angielskiej Premier League.
Najlepsza czwórka turnieju to był plan minimum, a z pewnością
liczono na więcej. Szybko słabości Belgów wykorzystali Włosi, w
kolejnych meczach Hazard wszedł na wyższy poziom i faktycznie
zanosiło się na półfinał Euro z udziałem tej reprezentacji.
Tymczasem na jej drodze stanęła Walia i zakończyło się tylko na
ćwierćfinale.
HISZPANIA. Jedno z większych
rozczarowań. Mistrz Świata i Europy zatrzymał się już w 1/8
turnieju, przegrywając z Włochami. Już w fazie grupowej widać
było, że to nie jest ta reprezentacja sprzed lat. Solidny jak
zwykle był Iniesta, skuteczny Morata, a gdzie reszta? Może nie
pojechali na te mistrzostwa.
ISLANDIA. Chciałoby się
powiedzieć o tej reprezentacji tak dużo, w samych superlatywach,
ale wystarczy po prostu bić brawo. Najlepiej głośno i
równomiernie! Nie formalnie, ale śmiało można określić Islandię
mistrzem. To jest najlepszy przykład na to, że nazwiska nie grają,
gra drużyna, zjednoczona i głodna, naprawdę głodna zwycięstwa.
WALIA: Patrz wyżej. Oj
zazdroszczą Anglicy. Wprawdzie pokonali Walię w fazie grupowej, ale
ogólnie schowali się gdzieś w cieniu Bale’a, Ramseya i spółki.
Gdyby nie zabrakło tego drugiego w półfinale, kto wie czy nie
oglądalibyśmy pojedynku Walia – Francja w finale Euro. Gdybanie
odłóżmy jednak na bok. I tak, ogromny szacunek.
Finaliści:
FRANCJA: Niezwykle mocna
reprezentacja. Bramkostrzelny Griezmann, błyskotliwy Payet, silny
Pogba, waleczny Sissoko, itd. Francuzi spośród uczestników Euro
pokazali najwięcej. Potrafili rozgromić Islandię, wygrać po walce
do ostatnich minut z Rumunią i Albanią, a także zatrzymać
Niemców. Ostatecznie zabrakło jednak postawienia kropki nad i.
PORTUGALIA: Wszyscy śledzący
Euro nie dowierzali. Jak drużyna, która wszystkie mecze w fazie
grupowej zremisowała, a później kontynuowała swoje dzieło, nagle
znalazła się w wielkim finale. Nie należy umniejszać Portugalii.
Zagrali solidny futbol, przemyślany, tam nie było żadnego
przypadku. Pamiętamy Grecję sprzed dwunastu lat. Nie zapamiętamy
Portugalczyków z hura ofensywnej gry okraszonej wieloma golami, ale
trzeba im oddać to, że zatrzymali niezwykle rozpędzoną Francję.
Zapamiętamy
niemalże perfekcyjnych Włochów, którzy swoją grą przyćmili
Belgów, Hiszpanów. Po raz kolejny pokazali jak się bronić, ale
również jak skutecznie atakować, w odpowiednim momencie. Niemcy
zagrali swoje, w półfinale być może zabrakło im szczęścia, a
może po prostu nie zrobili wszystkiego aby pokonać Francję, za to
mały minus. Zupełnie nieobecni podczas turnieju we Francji byli
Szwedzi, Rosjanie, Ukraińcy i przy tych reprezentacjach należy
postawić ogromny minus. Chorwaci byli mocni, ale w pewnym momencie
trafili na przyszłych Mistrzów Europy, podobnie jak Polska (odsyłam
do podsumowania gry „Biało-Czerwonych” autorstwa redaktora
Marcina Palucha).
MM

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz