Brazylia pokonała 2:0 Meksyk i jako piąta drużyna zameldowała się w ćwierćfinale mundialu. Bramki na wagę zwycięstwa zdobyli: Neymar i Roberto Firmino.
Pierwsze 20 minut tego meczu mogło zaskoczyć niejednego kibica i znawcę piłkarskiego. Cały świat czekał na frontalne ataki Brazylii i grę z kontry Meksyku, a tymczasem było całkowicie na odwrót. Już w 3. minucie zakotłowało się w polu karnym Alissona, lecz zabrakło celnego strzału. Chwilę później odpowiedzieli Canarinhos. Strzelał Neymar, Ochoa odbił i zażegnał niebezpieczeństwo. Niemal do dwudziestej minuty spotkania Meksykanie średnio co trzy minuty zagrażali bramce rywali, ale za każdym razem brakowało celności lub odrobiny szczęścia. W 26. minucie mogło być 1:0 dla Brazylii. W roli głównej znów Neymar. Gwiazdor PSG zakręcił dwóch obrońców, wpadł w pole karne, strzelił, ale reżyser los znów napisał scenariusz sprzeczny z wizją strzelającego. Od tego czasu podopieczni Tite przejęli inicjatywę. Stworzyli kilka dogodnych sytuacji, a najbliżej szczęścia był Jesus, który przegrał pojedynek z golkiperem Meksyku.
Druga część gry przebiegała pod dyktando Canarinhos. Już w 49. minucie o swoich nieprzeciętnych umiejętnościach bramkarskich znów przypomniał Ochoa. Bramkarz Standardu Liege tym razem zatrzymał Coutinho. Dwie minuty później było już 1:0. Indywidualna akcja Neymara, podanie do Williana, ten oddał Neymarowi i piłka znalazła się w siatce. W 60. minucie powinno być 2:0, ale fatalnie wykańczał akcję Paulinho. Brazylia próbowała podwyższyć, najlepszą połowę w turnieju rozgrywał Willian, który raz po raz nękał defensorów Meksyku i piłkarze z Ameryki Północnej dużo zawdzięczali swojemu bramkarzowi. W 89. minucie było już po meczu. Neymar dograł do Firmino, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Meksyk nie zdążył strzelić nawet bramki honorowej i pożegnał się z turniejem.Brazylia czeka już na rywala z pary Belgia - Japonia. Jedyny minus dla Canarinhos jest taki, że w meczu ćwierćfinałowym z powodu nadmiaru żółtych kartek będzie pauzował Casemiro.
Damian Serwicki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz