W drugim dzisiejszym meczu 1/8 finału mistrzostw świata reprezentacja Belgii pokonała Japonię 3:2, choć w drugiej połowie przegrywała już 0:2! Na bramki Genkiego Haraguchiego i Takashiego Inui odpowiedzieli kolejno: Jan Vertonghen, Marouane Fellaini i Nacer Chadli.
Jeśli ktoś przed rozpoczęciem tego meczu spodziewał się gładkiego zwycięstwa lub nawet pogromu Belgów to mógł się nieźle rozczarować. Japończycy od początku bezbłędnie funkcjonowali w defensywie. Co rusz kasowali ofensywne zapędy Belgów, mieli sporo przechwytów, zachowywali się też perfekcyjnie w drugiej linii i w niczym nie przypominali drużyny, która parę dni temu w kiepskim stylu przegrała z Polską. Przed przerwą mogli nawet objąć prowadzenie, ale swój katastrofalny błąd zdołał naprawić Thibaut Courtois.Wszystko co najlepsze miało nadejść dopiero w drugiej połowie, nie tylko ze strony Belgów. Zdziwieni wynikiem kibice mogli odczuć niezły szok, kiedy w 48. minucie po szybkim ataku i dograniu Gaku Shibasakiego w pole karne Czerwonych Diabłów wpadł Haraguchi i mocnym mierzonym strzałem tuż przy prawym słupku pokonał bramkarza. Ledwo Courtois zdążył wyciągnąć piłkę z bramki, a ta cztery minuty później po raz kolejny zatrzepotała w siatce po kapitalnym uderzeniu z dystansu Takashiego Inui. Zamroczona dwoma potężnymi ciosami Belgia powoli zaczęła się cucić. W 69. minucie po zamieszaniu w "szesnastce" głową uderzył Vertonghen na tyle szczęśliwie, że przelobował golkipera rywali i zdobył bramkę kontaktową. Czerwone Diabły złapały tlen i rozpalały coraz większy żar pod japońskim gruntem. Kwadrans przed końcem oliwy do ognia dolał Fellani, który po świetnym dośrodkowaniu Edena Hazarda wygrał pojedynek główkowy z obrońcami i wpakował piłkę do bramki. Pożar stawał się coraz większy, a to, że będzie on już nie do ugaszenia podopieczni Nishino przekonali się w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Po fatalnie wykonanym rzucie rożnym wzorową kontrę wyprowadzili Belgowie. Pędzący prawą stroną Thomas Meunier kapitalnie dograł po ziemi do Chadliego, a ten z zimną krwią pokonał Eijiego Kawashimę.
Niebiescy Samurajowie byli bliscy sensacji, ale ostatecznie przegrali i po dobrym meczu żegnają się z turniejem. Czerwone Diabły, natomiast uciekły spod topora i zameldowały się w ćwierćfinale, w którym czeka na nich Brazylia.
Marcin Paluch


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz