Chorwacja dokonała niemożliwego i pokonała w Moskwie Anglię 2:1. Do wyłonienia drugiego finalisty Mistrzostw Świata niezbędna była dogrywka. Więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Zlatko Dalicia.
Mecz w Moskwie miał wyłonić drugiego finalistę Mistrzostw Świata w Rosji. Już przed pierwszym gwizdkiem było pewne, że jedni zostaną w stolicy, aby rozegrać ostatni mecz turnieju, drudzy będą musieli pojechać do St. Petersburga na mecz pocieszenia, którego stawką będą brązowe medale Mundialu.
Lepiej rozpoczęli Anglicy, którzy ruszyli na bramkę Subasicia i jeden z takich rajdów zakończył się faulem tuż przed polem karnym. Winowajcą Modrić, a do piłki podszedł Trippier. Była piąta minuta meczu. Boczny obrońca ustawił piłkę na 22 metrze i precyzyjnym uderzeniem ponad murem dał prowadzenie "Synom Albionu". Przez pierwsze 20 minut meczu Chorwaci nie potrafili odnaleźć się na boisku, grali chaotycznie, próbowali długimi podaniami w stronę Mandzukicia uzyskać przewagę, ale czujni byli defensorzy angielscy, którzy raz po raz wyjaśniali sytuację pod własną bramką. Podopieczni Southgate'a odgryzali się groźnymi, prostopadłymi zagraniami w kierunku szybkiego Sterlinga, który siał spustoszenie w szeregach obronnych Chorwatów. W 22. minucie meczu fatalny błąd popełnił Strinić, który podał wprost pod nogi Sterlinga, skrzydłowy Manchesteru City poszukał Kane'a, jednak napastnik Tottenhamu był na spalonym. Osiem minut później powinno być już 2:0, ale ponownie angielski snajper nie miał szczęścia. Tym razem jego strzał odbił Subasić, a dobitka trafiła w słupek, następnie znów w golkipera Chorwacji i opuściła boisko. W 31. minucie pierwsza dogodna okazja dla podopiecznych Zlatko Dalicia. Dwukrotnie strzelał Rebić, ale ostatecznie piłkę złapał Pickford. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie.
W drugiej części meczu z minuty na minutę lepiej prezentowali się Chorwaci. Było to dziwne zjawisko, gdyż podopieczni Dalicia mieli za sobą już dwie dogrywki w tym turnieju i wydawało się, że to oni powinni mieć problemy fizyczne. W 68. minucie wreszcie dopięli swego. Dobrym dośrodkowaniem popisał się Vrsaljko, Walkera wyprzedził Perisić i strzałem niczym karateka doprowadził do wyrównania w tym meczu. Cztery minuty później Anglicy mogli dostać kolejny nokautujący cios. Serią zwodów popisał się Perisić, wpadł w pole karne, oddał strzał, piłka odbiła się od słupka, a dobitka Rebicia padła łupem Pickforda. W 77. minucie znów do głosy doszli Anglicy. Strzelał Lingard, ale piłka minęła prawy słupek bramki Subasicia. Pięć minut później dobre dogranie próbował wykorzystać Mandzukić. Napastnik Chorwacji przyjął piłkę na klatkę piersiową, oddał strzał wolejem, ale na posterunku był Pickford. Do końca regulaminowego czasu obie ekipy wyczekiwały rywala i sędzia zarządził dogrywkę.
Tutaj jako pierwsi bliscy szczęścia byli Anglicy, ale w setnej minucie meczu strzał głową Stonesa z linii bramkowej wybił Vrsaljko. W ostatniej akcji pierwszej połowy dogrywki próbował Mandzukić, jednak kolejny raz świetnie interweniował Pickford. W 109. minucie napastnik Juventusu był już bezlitosny. Doskonałe dogranie Perisicia i Mandzukić wpakował piłkę do siatki obok bezradnego golkipera Anglii. Chorwacja prowadziła 2:1 i była o krok od wielkiego sukcesu. Anglicy postawili wszystko na jedną kartę. Atakowali i narażali się na kontry. Z ich prób niewiele wynikało, więc groźniejsi nadal byli Chorwaci. W 116. minucie strzał Brozović, ale Pickford poradził sobie z tym strzałem. Ostatnia akcja meczu również należała do piłkarzy Dalicia, jednak tym razem podpalił się Kramarić i zamiast dobić rywala, trafił tylko w boczną siatkę. Anglicy nie zdołali już odpowiedzieć i ostatecznie Chorwacja pokonała mistrzów świata z 1966 roku i po raz pierwszy w historii awansowała do finału Mundialu.Damian Serwicki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz