piątek, 6 lipca 2018

To co się stało przejdzie do historii! Brazylia płacze, Belgia w euforii!

W drugim dzisiejszym ćwierćfinale mistrzostw świata Belgia pokonała w Kazaniu Brazylię 2:1 i awansowała do najlepszej "czwórki" turnieju. Bramki na wagę zwycięstwa dla Czerwonych Diabłów strzelili:  Kevin de Bruyne i Fernandinho po trafieniu samobójczym. Honor Canarinhos uratował Renato Augusto.


Wysokie tempo rozgrywania od początku narzucili Brazylijczycy. Już w 8. minucie mogli objąć prowadzenie, ale piłka po zamieszaniu w polu karnym wylądowała na słupku po uderzeniu Thiago Silvy. Brazylijczycy przyciskali rywala do muru i atakowali zaciekle jakby nie było jutra. Belgowie, natomiast spokojnie czekali na rozwój wypadków, czyhając na kontry. Po jednej z nich wywalczyli rzut rożny, z narożnika dośrodkował Eden Hazard, a całą akcję "wykończył"... Fernandinho, strzelając gola samobójczego. Na zegarze widniała wtedy 13. minuta. Podopieczni Tite zszokowani takim obrotem sprawy próbowali natychmiast przywrócić zespół do turniejowego życia. Życia, które jeszcze poważniej zagrożone zostało 18 minut później. Po nieudanie wykonanym kornerze Brazylijczyków z kolejnym szybkim atakiem ruszyły Czerwone Diabły. Znakomicie w środku boiska o piłkę powalczył Romelu Lukaku, dograł do de Bruyne, a ten kapitalnym strzałem pokonał Allisona. W końcówce pierwszej połowy kontakt z rywalem próbował złapać Philippe Coutinho, ale jego strzał obronił Thibaut Courtois.


Druga odsłona tego kapitalnego widowiska rozpoczęła się od skomasowanych ataków Brazylijczyków. Widać było, że zależy im, aby strzelić gola tuż po zmianie stron. Ich marzenia mogły zamienić się w rzeczywistość. W 55. minucie faulowany w polu karnym przeciwników został Gabriel Jesus, ale sędzia po konsultacji z systemem VAR nie dopatrzył się "jedenastki". Brazylia próbowała, Brazylia się starała a Belgia kompletnie w drugiej połowie nie istniała. Dość powiedzieć, że po zmianie stron podopieczni Martineza oddali jeden strzał na bramkę Allisona, w dodatku niecelny i za taką grę w 76. minucie zostali skarceni. W pole karne idealną centrę wykonał Coutinho, a na gola zamienił ją po strzale głową świeżo wprowadzony na boisko Renato Augusto. Ostatni kwadrans zapowiadał, więc wielkie emocje. Chwilę później wyborną okazję zmarnował Coutinho, który znacznie chybił po uderzeniu z bliskiej odległości od bramki. W 81. minucie znowu przypomniał o sobie Renato Augusto, ale tym razem brazylijski pomocnik źle przymierzył w czystej sytuacji strzeleckiej. W samej końcówce nadzieje w brazylijskie serca mógł wlać jeszcze Neymar, lecz na posterunku był belgijski bramkarz.

Wraz z ostatnim gwizdkiem arbitra zgasły marzenia Canarinhos o półfinale mundialu. Trzeba, jednak pochwalić ich za walkę do samego końca i przyznać obiektywnie, że z turniejem żegna się drużyna paradoksalnie lepsza od zwycięzców. Czerwonym Diabłom wystarczyły, bowiem trzy strzały w światło bramki, aby zdobyć dwa gole i zameldować się w strefie medalowej.

                                                                                                             Marcin Paluch

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz