Konfrontacja w Manaus była ostatnią szansą dla Chorwatów i Kameruńczyków, aby pozostać jeszcze w turnieju. Tę okazję lepiej wykorzystali podopieczni Niko Kovaca, którzy rozbili Kamerun 4:0, a oglądając to spotkanie momentami można było odnieść wrażenie, że to najmniejszy wymiar kary.
Od początku do końca w tym meczu dominowali Chorwaci, którzy podrażnieni porażką w meczu otwarcia tym razem nie dali szans rywalowi. Inna rzecz, że Kameruńczycy nie zrobili prawie nic, aby przeszkodzić podopiecznym Niko Kovaca. Na dodatek od 40 minuty meczu grali w "dziesiątkę" po czerwonej kartce dla Songa. Pomocnik Kamerunu uderzył w twarz swojego rywala.
W 11 minucie było już 1:0 po trafieniu Olicia, którego fantastycznie w polu karnym wypatrzył Ivan Perisić. W drugiej połowie Chorwaci dołożyli jeszcze trzy trafienia. Pierwsze z nich po indywidualnej akcji i strzale w krótki róg zaliczył Perisić. Później dwukrotnie trafiał Mario Mandżukić. Pierwszy raz w 61 minucie po strzele głową z rzutu rożnego, a 12 minut później wykorzystał strzał Eduardo i niefortunną interwencję Itandjie, który odbił futbolówkę wprost pod jego nogi. Ten gol był jednym z najłatwiejszych, które w swojej karierze zdobył chorwacki "Super Mario".
To zwycięstwo a dalszym ciągu utrzymuje Chorwację w grze. Teraz, aby zagrać w 1/8 finału musza pokonać Meksyk. Kamerun zagra z Brazylią o honor, ale trudno wróżyć im większe sukcesy. Na razie zespół z Czarnego Lądu zajmuje ostatnie miejsce w grupie z zerowym dorobkiem punktowym. Stracili pięć bramek, nie strzelając ani jednej.
DS

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz