Dokładnie o północy polskiego czasu rozegrano pierwszy mecz na tym turnieju na Maracanie. Najsłynniejszy stadion świata gościł jednego z głównych faworytów całego mundialu - Argentynę oraz debiutującą na mistrzostwach świata Bośnię i Hercegowinę. Mecz zakończył wynikiem 2:1 dla Latynosów. Trzy punkty Argentyńczykom zapewniło samobójcze trafienie Kolasinaca i bramka Messiego. Honor Bośniakom w końcówce uratował Ibisevic.
Spotkanie fatalnie rozpoczęło się dla piłkarzy z Bałkanów. Już w 3 minucie z rzutu wolnego dośrodkował Messi, a piłkę przedłużył Rojo. Po zgraniu argentyńskiego obrońcy futbolówka niefortunnie odbiła się od nogi Kolasinaca i w ten sposób zawodnik Schalke pokonał własnego bramkarza.
Kiedy wydawało się, że Argentyna pójdzie za ciosem, świetną piłkę za plecy obrońców dostał Hajrovic. Ten jednak nie zdołał dokładnie przyjąć, dzięki czemu Sergio Romero zdążył w porę interweniować. Do głosu powoli zaczęli dochodzić Bośniacy, natomiast Argentyna nie potrafiła wykreować sobie sytuacji bramkowej. Świetnie dysponowana obrona Bośni nie pozwalała na zbyt wiele. Lepsze okazje stwarzali sobie podopieczni Susica. W 41 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pjanica, głową strzał oddał Lulic, jednak kapitalnie w bramce zachował się Sergio Romero.
Zmiany wprowadzone od początku drugiej połowy w zespole Argentyny nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Nadal grali niemrawo w ataku zupełnie nie przypominając piłkarzy z występów klubowych. Dopiero w 65 minucie wspaniałą indywidualną akcją popisał się Leo Messi, który minął dwóch obrońców i uderzył na bramkę Begovica. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Aż trudno uwierzyć, że był to dopiero drugi gol Messiego na mistrzostwach świata. Pierwszego zdobył na mundialu w 2006 w spotkaniu z Serbią i Czarnogórą.
Drugie trafienie Albicelestes wyraźnie podcięło skrzydła Bośniakom, których stać już potem było tylko na bramkę kontaktową. Znakomite prostopadłe zagranie Pjanica wykorzystał Ibisevic, posyłając piłkę między nogami Romero.
Mimo porażki piłkarze z Bałkanów mogą swój debiut zaliczyć do udanych. Postawili ciężkie warunki rywalom. Momentami Argentyna była kompletnie bezsilna. Brakowało tam zawodnika, który wziąłby ciężar gry na siebie. Z taką formą podopieczni Alejandro Sabelli nie mają czego szukać w strefie medalowej.
MP


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz