W drugim meczu grupy A, gospodarze turnieju po wielkich bolączkach uporali się z reprezentacją Albanii. Na pierwszą bramkę kibice musieli czekać aż do 90. minuty, kiedy to na listę strzelców wpisał się Antoine Griezmann. Już w doliczonym czasie gry wynik ustalił niezastąpiony Dimitri Payet.
Huraganowe ataki „Trójkolorowych”, okraszone sytuacjami podbramkowymi i rozpaczliwa obrona Albańczyków – zapewne taki scenariusz układała w głowach zdecydowana większość widzów zgromadzonych na Stade Velodrome. Nic bardziej mylnego. Rzeczywistość pokazała, że gospodarze turnieju nie będą mieć łatwej drogi po trzy punkty. Najgroźniej, o ile można to tak nazwać, było po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Payeta i strzale głową Oliviera Giroud. Albański bramkarz nie musiał w tej sytuacji nawet interweniować, bo piłka poszybowała nad poprzeczką. Zresztą ani jedna, ani druga reprezentacja nie oddała w pierwszej połowie uderzenia w światło bramki. Największą radość wśród francuskich fanów wywołał efektowny zwód przy linii bocznej a’la Zidane, autorstwa Kingsleya Comana. Był to jednak tylko indywidualny popis, a do składnej wymiany podań i skonstruowania czegoś groźnego w polu karnym, brakowało podopiecznym Didiera Deschampsa, delikatnie mówiąc, sporo.
W przerwie „Trójkolorowi” musieli usłyszeć kilka cierpkich słów z ust trenera, bo wyszli na drugą połowę zdecydowanie bardziej zmotywowani. Widać było w ich poczynaniach chęć zmazania plamy z pierwszych trzech kwadransów. Gospodarze spuścili z tonu dosłownie na moment i skrzętnie chcieli z tego skorzystać Albańczycy, a konkretnie Ledian Memushaj, który obił słupek bramki Hugo Llorisa. Na kilka sekund francuscy kibice wstrzymali oddech, ale na tablicy świetlnej wciąż widniał wynik bezbramkowy. I wciąż rozregulowany celownik miał Olivier Giroud, lecz z każdym kolejnym strzałem był bliżej celu. Po tym jak futbolówka po jego uderzeniu głową zatrzymała się na słupku, trener postanowił dokonać roszady w ataku swojej drużyny. Na boisku zameldował się Andre Pierre Gignac, ale to nie on stał się bohaterem Francji. Bramkę dającą prowadzenie gospodarzom zdobył w końcówce meczu Antoine Griezmann. Dośrodkowywał Adil Rami, a napastnik Atletico Madryt mierzonym strzałem głową umieścił piłkę w siatce. To nie był jeszcze koniec emocji tego wieczoru w Marsylii. Znów błysnął Payet i choć nie w spektakularny sposób, to na pewno w efektowny udokumentował zwycięstwo „Trójkolorowych”.
MM
W przerwie „Trójkolorowi” musieli usłyszeć kilka cierpkich słów z ust trenera, bo wyszli na drugą połowę zdecydowanie bardziej zmotywowani. Widać było w ich poczynaniach chęć zmazania plamy z pierwszych trzech kwadransów. Gospodarze spuścili z tonu dosłownie na moment i skrzętnie chcieli z tego skorzystać Albańczycy, a konkretnie Ledian Memushaj, który obił słupek bramki Hugo Llorisa. Na kilka sekund francuscy kibice wstrzymali oddech, ale na tablicy świetlnej wciąż widniał wynik bezbramkowy. I wciąż rozregulowany celownik miał Olivier Giroud, lecz z każdym kolejnym strzałem był bliżej celu. Po tym jak futbolówka po jego uderzeniu głową zatrzymała się na słupku, trener postanowił dokonać roszady w ataku swojej drużyny. Na boisku zameldował się Andre Pierre Gignac, ale to nie on stał się bohaterem Francji. Bramkę dającą prowadzenie gospodarzom zdobył w końcówce meczu Antoine Griezmann. Dośrodkowywał Adil Rami, a napastnik Atletico Madryt mierzonym strzałem głową umieścił piłkę w siatce. To nie był jeszcze koniec emocji tego wieczoru w Marsylii. Znów błysnął Payet i choć nie w spektakularny sposób, to na pewno w efektowny udokumentował zwycięstwo „Trójkolorowych”.
MM

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz