Po udanym turnieju mistrzostw starego kontynentu i kolejnych z rzędu wygranych eliminacjach, nastąpił
blamaż na Mundialu w Rosji. Co stało się z ekipą Adama Nawałki, a może to my
nieco bezpodstawnie patrzyliśmy na nasze szanse przez różowe okulary? Prawda
pewnie jak zawsze leży po środku.
Nie sposób nie odnieść wrażania, że w Reprezentacji Polski
zakończył się pewien etap i wyczerpała się pewna formuła, która przez pięć lat
z dnia na dzień wlewała nadzieje w nasze stęsknione futbolowego sukcesu serca.
Jedno jest pewne, że w całej tej przemierzanej wspólnie drodze doszliśmy do punktu,
w którym stanęliśmy przed rozwidleniem. Nasuwa się więc istotne pytanie, na
bazie czego powinniśmy kontynuować projekt, który rozpoczął się wraz z wyborem
Zbigniewa Bońka na prezesa PZPN? Rewolucji czy ewolucji?
Na samym początku trzeba oddać cesarzowi co cesarskie.
Namaszczony na selekcjonera reprezentacji Adam Nawałka zbudował nasze zaufanie
swoimi dotychczasowymi osiągnięciami. Trener, który nie udzielał ekskluzywnych
wywiadów, a na konferencjach mówił sporo o niczym kwiecistym językiem, obronił
się awansem na Mistrzostwa we Francji, dotarciem do ćwierćfinału ten imprezy i
kolejnymi udanymi eliminacjami tym razem na Mistrzostwa Świata. Cały sztab
reprezentacji Polski z byłym selekcjonerem Górnika na czele wydobyły polską reprezentację
z tego niewdzięcznego mroku po Franciszku Smudzie i Waldemarze Fornaliku. Tej
grupie ludzi i tym reprezentantom nikt już nie zabierze tego, że po raz
pierwszy w historii pokonali Niemców, którzy na dodatek byli wtedy świeżo
upieczonymi mistrzami świata ani historycznego wyjścia z grupy na ME. Dodatkowo
żyliśmy obok naszych reprezentantów poprzez kanał Łączy nas piłka, filmy „Początek”
i Pokolenie - chcę więcej. Tyle tylko, że ten dwuletni etap zwieńczony radosnym
powrotem z Francji został już zakończony, zapłacony i rozliczony.
Być może nie dostatecznie dostrzegaliśmy sygnały płynące już
podczas eliminacji do rosyjskiego turnieju. Pierwszym widocznym symptomem była
spora ilość straconych bramek oraz co raz słabsze drugie połowy, w których
traciliśmy kontrolę nad spotkaniem i często trwoniliśmy wypracowaną przewagę.
Natomiast na Mundialu nie zobaczyliśmy nawet cienia zespołu sprzed kilku
miesięcy.
Pierwszym zarzutem, który się pojawił było złe przygotowanie
fizyczne. Czy my zawsze wszystko musimy zrzucić na garb złego przygotowania? Co
miał powiedzieć Iran, który trenował na 60 metach boiska, a w dodatku przed
samymi mistrzostwami nie był pewien czy otrzymają odpowiedni sprzęt? Sprawy
poza boiskowe, różnica zdań i brak dyscypliny. Analogiczne problemy mieli
Argentyńczycy i Meksykanie. Ci pierwsi rzutem na taśmę wywalczyli awans,
natomiast Latynosom nie przeszkodziło to w zupełnie niczym. Być może wina leży
w systemie gry, nad którego zmianie selekcjoner zaczął się zastanawiać po porażce
z Danią i słowach jej trenera? Może popełniono błędy w selekcji i nazbyt ufano,
że ponownie Remigiusz Rzepka doprowadzi niektórych zawodników do stuprocentowej
formy? Teraz jesteśmy mądrzejsi. Natomiast trzeba uczciwie powiedzieć, że nie
mieliśmy prawa nie wierzyć, że to wszystko zadziała dokładnie tak samo jak dwa
lata temu. Daliśmy uzasadniony kredyt zaufania, a sami przestaliśmy trzymać
rękę na pulsie? W końcu nic dwa razy się nie zdarza.
Bohater francuskich boisk Jakub Błaszczykowski dopiero na
miesiąc przed mistrzostwami rozpoczął heroiczny powrót do zdrowia, Arkadiusz
Milik dopiero co wrócił do gry po dwóch potwornych kontuzjach, Kamil Grosicki
miał problemy z regularną grą w kubie, jak Grzegorz Krychowiak, który zanotował
spory regres w porównaniu do występów z ME. Na koniec, gdzieś za pięć dwunasta przez
kontuzję wypadł Kamil Glik. Stoper AS Monaco pokazał w meczu z Japonią
jednoznacznie, że dla tej reprezentacji jest tak samo ważny jak Robert
Lewandowski, zarówno pod względem czysto boiskowym, jak i mentalnym.
Natomiast czy po mimo tych wszystkich turbulencji, nie
mieliśmy prawa oczekiwać czegoś więcej? Odpaść można zawsze, nawet jak Niemcy,
którzy jednak bili głową w mur, czy choćby po walce jak Maroko, a nawet Iran,
który był o włos od sprawienia sensacji. Jednak styl w jakim to zrobiliśmy
pozostawiał wiele do życzenia. Nie widzę sensu w wytykaniu błędów
indywidualnych, nie chcę się pastwić nad ludźmi, którym należy się bezwzględny
szacunek, nie chcę też udawać najmądrzejszej, nie jestem też odpowiednią osobą,
która powinna mówić czy Nawałka na zostać. Ba, kim ja jestem, żeby o tym
decydować! Niemniej odnoszę wrażenie, że coś w tej grupie ludzi się po prostu
wypaliło, a zakładanie niskiego pressingu na ostatni mecz o honor i zadowolenie
trenera z tego faktu na pomeczowej konferencji, mogą lekko niepokoić. Nie
wyobrażam sobie również, że po słowach Macieja Rybusa, Kamila Glika i Michała
Pazdana, które padły po meczu z Kolumbią ich współpraca z selekcjonerem będzie przebiegała
przynajmniej poprawnie. Z resztą odnoszę wrażenie, że za swój lapsus językowy
nasz lewy obrońca przepłacił miejscem w składzie na nasz ostatni mecz
mistrzostw.
Gdzieś pomiędzy tym wszystkim możemy analizować poszczególne
liczby i statystyki. To, że w meczu z Senegalem niegdyś nasz super duet
napastników Arkadiusz Milik i Robert Lewandowski wymienili między sobą tylko
jedno podanie, że w każdej pierwszej połowie z trzech meczów przebiegliśmy
poniżej 50 km, że w meczu z Japonią po pierwszej odsłonie mieliśmy tylko jeden
drybling w wykonaniu Bednarka, czy to że Robert Lewandowski po tych 45 minutach
nie miał ani jednego kontaktu z piłką w polu karnym Niebieskich Samurajów. Możemy
również zadać frapujące pytanie selekcjonerowi. Dlaczego Karol Linetty, jako
jedyny zawodnik z pola, nie zagrał ani minuty na rosyjskim turnieju? Można by
rzec - ponownie na mistrzostwach. Dlaczego zawodnik, który grał siedem meczów
eliminacyjnych, regularnie występował w Sampdorii, zbierając dobre opinie,
nagle stał się w hierarchii dwudziestym drugim zawodnikiem?
Wydaje się, że na tak fatalny wynik złożyło się kilka
rzeczy. Złe przygotowanie i wybór ośrodka, niedostateczna selekcja, złe wybory
personalne, nieodpowiednia taktyka i chyba przede wszystkim szerokorozumiane
sprawy poza boiskowe. Na czas mistrzostw z tej kadry padało wiele sprzecznych
głosów, a rozdźwięk przekazu po meczu o wszystko pomiędzy kilkoma zawodnikami,
a trenerem i kapitanem naszej drużyny wręcz przyprawiał o zdziwienie. Wydaje mi
się, że zapanował chaos, nad którym przestano panować. Nie chcę wchodzić do
szatni piłkarzom, uważam nawet, że taka sprawy najlepiej załatwić miedzy sobą,
jednak mam pewne obawy, że już niebawem mówiąc kolokwialnie zaczną wypadać z
naszej szafy nieprzyjemne trupy.
Możemy również na siłę szukać pozytywów i wyróżnić Łukasza
Fabiańskiego, który pokazał klasę i nie zawiódł, Michała Pazdana, który grał na
swoim poziomie i Rybusa będącego również w jakiejś mierze jasny elementem.
Rafał Kurzawa również na tle niewymagającej od nas zbyt wiele w ostatnim meczu
Japonii potrafił uwydatnić swoje zalety. Pomimo popełnianych błędów wyróżnić
trzeba oczywiście Janka Bednarka. Chłopak wskoczył do składu swojego klubu na
pięć ostatnich kolejek, strzelił w debiucie gola Chelsea, został powołany na
Mundial i wrzucony na głęboką wodę już w meczu z Senegalem. Odstrzelony przed
pierwszym meczem, wydawać by się mogło ugotowany przez Nawałkę decyzją o rozpoczęciu
spotkania na ławce, wchodzi przy niekorzystnym wyniku 0:1, widząc dodatkowo, że
jego starsi, doświadczeni koledzy zupełnie sobie nie radzą. Przy jego braku
ogrania i doświadczenia chyba będziemy zgodni twierdząc, że nie utonął, a na
koniec przedłużył swój prywatny sen zdobytą na meczu mistrzostw świata bramką.
Już we wrześniu zaczynamy w nowym kształcie batalię o
kolejne Mistrzostwa Europy. Musimy zatem bardzo szybko przedefiniować nasz produkt.
Do tego potrzebna jest klarowność pewnych personalnych sytuacji. Kto zostaje,
kto odchodzi? To chyba od dzisiaj będą najczęściej zadawane pytania. Łukasz
Piszczek już przed Mundialem deklarował, że jest to jego ostatni wielki turniej
w karierze reprezentacyjnej. Zdrowie obrońcy Borussi szwankuje, a dokładając do
tego przebyte dwie operacje biodra, nie trzeba nawet domyślać się ile kosztuje
go doprowadzenie swojego wyeksploatowanego organizmu do stanu użytku. Kamil
Glik nieoficjalnie również przebąkiwał o rezygnacji. Chociaż w tym wypadku mam
nadzieję, że to przy tym doświadczonym obrońcy, już nie substytut, a przyszłość
tej kadry Jan Bednarek będzie zbierał reprezentacyjne szlify. Jeśli się uczyć
to tylko od najlepszych. Swoje lata ma również Jakub Błaszczykowski i nie wiemy
na ile zdrowie pozwoli mu jeszcze i czy w ogóle grać na najwyższym poziomie. To
samo tyczy się Artura Jędrzejczyka, czy Sławomira Peszki. Następuje pewna nieunikniona
pokoleniowa zmiana warty i pewnie będziemy musieli pogodzić się z odejściem
zasłużonych.
Nie mam pojęcia, czy selekcjoner Adam Nawałka zostanie na
swoim stanowisku. Na pewno do środy będzie analizował i wyciągał wnioski, a
następnie spotka się z prezesem PZPNu. Ja osobiście nie widzę na polskim rynku
trenerskim kogoś, kto mógłby udźwignąć te lata pracy obecnego szkoleniowca.
Albo trener zostaje, gdyż tylko on ma tak dobry przegląd
młodych zawodników, którzy już za chwilę z pewnością zasilą szeregi naszej
gwardii, albo rusza giełda zagranicznych nazwisk, z trenerami którzy będą
potrafili zmierzyć się z mocnymi charakterami gwiazd i wydobyć potencjał
naszego najzdolniejszego młodego pokolenia. Jedno jest pewne, ta kadra potrzebuje
jak tlenu dopływu świeżej krwi.
Milena Drozd

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz