piątek, 29 czerwca 2018

Białego orła zew, to świeża krew!


Po udanym turnieju mistrzostw starego kontynentu i  kolejnych z rzędu wygranych eliminacjach, nastąpił blamaż na Mundialu w Rosji. Co stało się z ekipą Adama Nawałki, a może to my nieco bezpodstawnie patrzyliśmy na nasze szanse przez różowe okulary? Prawda pewnie jak zawsze leży po środku.

 
Nie sposób nie odnieść wrażania, że w Reprezentacji Polski zakończył się pewien etap i wyczerpała się pewna formuła, która przez pięć lat z dnia na dzień wlewała nadzieje w nasze stęsknione futbolowego sukcesu serca. Jedno jest pewne, że w całej tej przemierzanej wspólnie drodze doszliśmy do punktu, w którym stanęliśmy przed rozwidleniem. Nasuwa się więc istotne pytanie, na bazie czego powinniśmy kontynuować projekt, który rozpoczął się wraz z wyborem Zbigniewa Bońka na prezesa PZPN? Rewolucji czy ewolucji?

Na samym początku trzeba oddać cesarzowi co cesarskie. Namaszczony na selekcjonera reprezentacji Adam Nawałka zbudował nasze zaufanie swoimi dotychczasowymi osiągnięciami. Trener, który nie udzielał ekskluzywnych wywiadów, a na konferencjach mówił sporo o niczym kwiecistym językiem, obronił się awansem na Mistrzostwa we Francji, dotarciem do ćwierćfinału ten imprezy i kolejnymi udanymi eliminacjami tym razem na Mistrzostwa Świata. Cały sztab reprezentacji Polski z byłym selekcjonerem Górnika na czele wydobyły polską reprezentację z tego niewdzięcznego mroku po Franciszku Smudzie i Waldemarze Fornaliku. Tej grupie ludzi i tym reprezentantom nikt już nie zabierze tego, że po raz pierwszy w historii pokonali Niemców, którzy na dodatek byli wtedy świeżo upieczonymi mistrzami świata ani historycznego wyjścia z grupy na ME. Dodatkowo żyliśmy obok naszych reprezentantów poprzez kanał Łączy nas piłka, filmy „Początek” i Pokolenie - chcę więcej. Tyle tylko, że ten dwuletni etap zwieńczony radosnym powrotem z Francji został już zakończony, zapłacony i rozliczony.

Być może nie dostatecznie dostrzegaliśmy sygnały płynące już podczas eliminacji do rosyjskiego turnieju. Pierwszym widocznym symptomem była spora ilość straconych bramek oraz co raz słabsze drugie połowy, w których traciliśmy kontrolę nad spotkaniem i często trwoniliśmy wypracowaną przewagę. Natomiast na Mundialu nie zobaczyliśmy nawet cienia zespołu sprzed kilku miesięcy.
Pierwszym zarzutem, który się pojawił było złe przygotowanie fizyczne. Czy my zawsze wszystko musimy zrzucić na garb złego przygotowania? Co miał powiedzieć Iran, który trenował na 60 metach boiska, a w dodatku przed samymi mistrzostwami nie był pewien czy otrzymają odpowiedni sprzęt? Sprawy poza boiskowe, różnica zdań i brak dyscypliny. Analogiczne problemy mieli Argentyńczycy i Meksykanie. Ci pierwsi rzutem na taśmę wywalczyli awans, natomiast Latynosom nie przeszkodziło to w zupełnie niczym. Być może wina leży w systemie gry, nad którego zmianie selekcjoner zaczął się zastanawiać po porażce z Danią i słowach jej trenera? Może popełniono błędy w selekcji i nazbyt ufano, że ponownie Remigiusz Rzepka doprowadzi niektórych zawodników do stuprocentowej formy? Teraz jesteśmy mądrzejsi. Natomiast trzeba uczciwie powiedzieć, że nie mieliśmy prawa nie wierzyć, że to wszystko zadziała dokładnie tak samo jak dwa lata temu. Daliśmy uzasadniony kredyt zaufania, a sami przestaliśmy trzymać rękę na pulsie? W końcu nic dwa razy się nie zdarza.
Bohater francuskich boisk Jakub Błaszczykowski dopiero na miesiąc przed mistrzostwami rozpoczął heroiczny powrót do zdrowia, Arkadiusz Milik dopiero co wrócił do gry po dwóch potwornych kontuzjach, Kamil Grosicki miał problemy z regularną grą w kubie, jak Grzegorz Krychowiak, który zanotował spory regres w porównaniu do występów z ME. Na koniec, gdzieś za pięć dwunasta przez kontuzję wypadł Kamil Glik. Stoper AS Monaco pokazał w meczu z Japonią jednoznacznie, że dla tej reprezentacji jest tak samo ważny jak Robert Lewandowski, zarówno pod względem czysto boiskowym, jak i mentalnym.

Natomiast czy po mimo tych wszystkich turbulencji, nie mieliśmy prawa oczekiwać czegoś więcej? Odpaść można zawsze, nawet jak Niemcy, którzy jednak bili głową w mur, czy choćby po walce jak Maroko, a nawet Iran, który był o włos od sprawienia sensacji. Jednak styl w jakim to zrobiliśmy pozostawiał wiele do życzenia. Nie widzę sensu w wytykaniu błędów indywidualnych, nie chcę się pastwić nad ludźmi, którym należy się bezwzględny szacunek, nie chcę też udawać najmądrzejszej, nie jestem też odpowiednią osobą, która powinna mówić czy Nawałka na zostać. Ba, kim ja jestem, żeby o tym decydować! Niemniej odnoszę wrażenie, że coś w tej grupie ludzi się po prostu wypaliło, a zakładanie niskiego pressingu na ostatni mecz o honor i zadowolenie trenera z tego faktu na pomeczowej konferencji, mogą lekko niepokoić. Nie wyobrażam sobie również, że po słowach Macieja Rybusa, Kamila Glika i Michała Pazdana, które padły po meczu z Kolumbią ich współpraca z selekcjonerem będzie przebiegała przynajmniej poprawnie. Z resztą odnoszę wrażenie, że za swój lapsus językowy nasz lewy obrońca przepłacił miejscem w składzie na nasz ostatni mecz mistrzostw.

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim możemy analizować poszczególne liczby i statystyki. To, że w meczu z Senegalem niegdyś nasz super duet napastników Arkadiusz Milik i Robert Lewandowski wymienili między sobą tylko jedno podanie, że w każdej pierwszej połowie z trzech meczów przebiegliśmy poniżej 50 km, że w meczu z Japonią po pierwszej odsłonie mieliśmy tylko jeden drybling w wykonaniu Bednarka, czy to że Robert Lewandowski po tych 45 minutach nie miał ani jednego kontaktu z piłką w polu karnym Niebieskich Samurajów. Możemy również zadać frapujące pytanie selekcjonerowi. Dlaczego Karol Linetty, jako jedyny zawodnik z pola, nie zagrał ani minuty na rosyjskim turnieju? Można by rzec - ponownie na mistrzostwach. Dlaczego zawodnik, który grał siedem meczów eliminacyjnych, regularnie występował w Sampdorii, zbierając dobre opinie, nagle stał się w hierarchii dwudziestym drugim zawodnikiem?

Wydaje się, że na tak fatalny wynik złożyło się kilka rzeczy. Złe przygotowanie i wybór ośrodka, niedostateczna selekcja, złe wybory personalne, nieodpowiednia taktyka i chyba przede wszystkim szerokorozumiane sprawy poza boiskowe. Na czas mistrzostw z tej kadry padało wiele sprzecznych głosów, a rozdźwięk przekazu po meczu o wszystko pomiędzy kilkoma zawodnikami, a trenerem i kapitanem naszej drużyny wręcz przyprawiał o zdziwienie. Wydaje mi się, że zapanował chaos, nad którym przestano panować. Nie chcę wchodzić do szatni piłkarzom, uważam nawet, że taka sprawy najlepiej załatwić miedzy sobą, jednak mam pewne obawy, że już niebawem mówiąc kolokwialnie zaczną wypadać z naszej szafy nieprzyjemne trupy.

Możemy również na siłę szukać pozytywów i wyróżnić Łukasza Fabiańskiego, który pokazał klasę i nie zawiódł, Michała Pazdana, który grał na swoim poziomie i Rybusa będącego również w jakiejś mierze jasny elementem. Rafał Kurzawa również na tle niewymagającej od nas zbyt wiele w ostatnim meczu Japonii potrafił uwydatnić swoje zalety. Pomimo popełnianych błędów wyróżnić trzeba oczywiście Janka Bednarka. Chłopak wskoczył do składu swojego klubu na pięć ostatnich kolejek, strzelił w debiucie gola Chelsea, został powołany na Mundial i wrzucony na głęboką wodę już w meczu z Senegalem. Odstrzelony przed pierwszym meczem, wydawać by się mogło ugotowany przez Nawałkę decyzją o rozpoczęciu spotkania na ławce, wchodzi przy niekorzystnym wyniku 0:1, widząc dodatkowo, że jego starsi, doświadczeni koledzy zupełnie sobie nie radzą. Przy jego braku ogrania i doświadczenia chyba będziemy zgodni twierdząc, że nie utonął, a na koniec przedłużył swój prywatny sen zdobytą na meczu mistrzostw świata bramką.

Już we wrześniu zaczynamy w nowym kształcie batalię o kolejne Mistrzostwa Europy. Musimy zatem bardzo szybko przedefiniować nasz produkt. Do tego potrzebna jest klarowność pewnych personalnych sytuacji. Kto zostaje, kto odchodzi? To chyba od dzisiaj będą najczęściej zadawane pytania. Łukasz Piszczek już przed Mundialem deklarował, że jest to jego ostatni wielki turniej w karierze reprezentacyjnej. Zdrowie obrońcy Borussi szwankuje, a dokładając do tego przebyte dwie operacje biodra, nie trzeba nawet domyślać się ile kosztuje go doprowadzenie swojego wyeksploatowanego organizmu do stanu użytku. Kamil Glik nieoficjalnie również przebąkiwał o rezygnacji. Chociaż w tym wypadku mam nadzieję, że to przy tym doświadczonym obrońcy, już nie substytut, a przyszłość tej kadry Jan Bednarek będzie zbierał reprezentacyjne szlify. Jeśli się uczyć to tylko od najlepszych. Swoje lata ma również Jakub Błaszczykowski i nie wiemy na ile zdrowie pozwoli mu jeszcze i czy w ogóle grać na najwyższym poziomie. To samo tyczy się Artura Jędrzejczyka, czy Sławomira Peszki. Następuje pewna nieunikniona pokoleniowa zmiana warty i pewnie będziemy musieli pogodzić się z odejściem zasłużonych.

Nie mam pojęcia, czy selekcjoner Adam Nawałka zostanie na swoim stanowisku. Na pewno do środy będzie analizował i wyciągał wnioski, a następnie spotka się z prezesem PZPNu. Ja osobiście nie widzę na polskim rynku trenerskim kogoś, kto mógłby udźwignąć te lata pracy obecnego szkoleniowca.

Albo trener zostaje, gdyż tylko on ma tak dobry przegląd młodych zawodników, którzy już za chwilę z pewnością zasilą szeregi naszej gwardii, albo rusza giełda zagranicznych nazwisk, z trenerami którzy będą potrafili zmierzyć się z mocnymi charakterami gwiazd i wydobyć potencjał naszego najzdolniejszego młodego pokolenia. Jedno jest pewne, ta kadra potrzebuje jak tlenu dopływu świeżej krwi.

Milena Drozd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz