Umarł król, niech żyje król. Sensacja w Kazaniu. Obrońcy tytułu przegrywają w meczu z Koreą Południową i zajmują ostatnie miejsce w grupie F z dorobkiem trzech punktów. Manuela Neuera Koreańczycy pokonali dwukrotnie w doliczonym czasie gry.
Niemcy do spotkania o pozostanie w turnieju przystąpili bez pauzującego za czerwoną kartkę Boatenga, ale za to z powracającym do wyjściowego składu Hummelsem. Koreańczycy jak hucznie zapowiadali, zaczęli spotkanie z obrońcami mistrzowskiego tytułu bardzo dobrze zorganizowani w grze defensywnej. Umiejętnie skracali pole gry, przez co zmuszali drużynę Joachima Loewa do gry podaniami do tyłu. Przez większość spotkania Wojownikom Taegueku brakowało kończącego podania, jednak przełamanie nastąpiło już w doliczonym czasie gry.
Po niemrawym początku spotkania, w którym mogłoby się wydawać, że Niemcy grają jakby mieli już zapewniony awans, w 14. minucie meczu groźny atak na bramkę Korei przeprowadził Timo Werner, zamykając na dalszym słupku dośrodkowanie od Goretzki. Już po chwili to podopieczni Tea-Yonga zrewanżowali się niebezpieczną akcją na połowie swojego rywala i o mały włos nie wykorzystali błędu Neuera, który przy interwencji wypuścił piłkę z rąk.
W 45. minucie Son - zawodnik Tottenhamu - chciał wymusić odgwizdanie na nim faulu w niemieckim polu karnym i tak zakończyła się pierwsza połowa spotkania.
Statyczna gra Niemców, bez polotu i odpowiedniej szybkości, którą to prezentowali chociażby w meczu ze Szwecją, nie powróciła w drugiej odsłonie ani nawet po informacji, że w odbywającym się równolegle meczu, Szwecja strzeliła Meksykowi bramkę.
Przy tak niekorzystnym układzie tabeli, która przy utrzymujących się wynikach premiowała awans właśnie zawodników Trzech Koron i pogromców Die Mannschaft, Loew desygnował na plac boju Mullera i Gomeza. Nie zdało się to jednak na wiele. W 87. minucie niepilnowanemu Hummelsowi kompletnie nie wyszedł strzał głową, a zaraz później Cho obronił potężny strzał Toniego Krossa.
Koreańczycy nie poprzestali jedynie na dobrej organizacji swojej gry, umiejętnym przecinaniu akcji i wychodzeniu do kontrataku. Kiedy sędzia doliczył 6 minut do regulaminowego czasu gry, Szwecja wygrywała już 3:0, a do upragnionego awansu Niemcy potrzebowali jednej bramki.
W 92. minucie meczu po zamieszaniu w polu karnym Kim umieścił piłkę w niemieckiej siatce, jednak sędzia liniowy dopatrzył się zawodnika z Korei na pozycji spalonej. Nie mógł przy tym zauważyć, że to Kross w ostateczności podał piłkę do rywala. Weryfikacja nastąpiła niemal natychmiast, a amerykański sędzia skorzystał z VARu i po obejrzeniu powtórki uznał prawidłowo zdobytą bramkę. W 96. minucie Niemców wszelkich złudzeń pozbawił Son, wykorzystując wyjście Manueal Neuera na połowę koreańskiej drużyny i jego błąd przy nieumiejętnym minięciu przeciwnika. Piłka wleciała do pustej bramki pozbawionej jej strażnika i jednoznacznie wyrzuciła obrońców tytuły z mundialowego okrętu.
Sensacja stała się faktem!
Milena Drozd


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz