Wracamy do domu z honorowym zwycięstwem nad Japonią, która mimo to awansowała do 1/8 finału z drugiego miejsca grupy H. Przystawiliśmy chusteczkę do oczu, ukoiliśmy głębokie rany, ale jutro możemy obudzić się już w innej rzeczywistości.
Godzinę przed rozpoczęciem spotkania trener reprezentacji Polski zaskoczył przede wszystkim zestawieniem linii defensywnej. O ile eksperci kalkulowali zamianę pomiędzy naszymi słupkami oraz wyrokowali debiut na Mundialu Kurzawie, o tyle rezygnacja z Piszczka i Rybusa na bokach obrony mogła nieco wprawić w niemałą konsternację. Skład prezentował się następująco :
Łukasz Fabiański – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan
Bednarek, Artur Jędrzejczyk – Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak – Kamil
Grosicki, Piotr Zieliński, Rafał Kurzawa – Robert Lewandowski.
Japonia w spotkaniu z nami grała o pełną pulę i wyjście z
grupy, dla nas był to pojedynek na otarcie łez i ukojenie ran. Ostatni mecz pomiędzy
tymi drużynami został rozegrany 16 lat temu i zakończył się zwycięstwem
reprezentantów pochodzących z Kraju Kwitnącej Wiśni.
W Wołgogradzie trener Nishino zdecydował się na spore zmiany
w wyjściowej jedenastce, mając na uwadze, że remis w spotkaniu z Polską
bezwarunkowo daje niebieskim samurajom awans do 1/8 finału. Pierwsza połowa
meczu odzwierciedlała zachowawczą grę obydwu zespołów. W 12. minucie Bednarek
niefrasobliwie podał do Muto, jednak zaraz potem naprawił swój błąd w polu
karnym blokując Okazakiego, który oddawał strzał na bramkę Fabiańskiego. Jedyna
elektryzująca polskich kibiców akcja miała miejsce po dośrodkowaniu
Bereszyńskiego, który otrzymał bardzo dobre podanie od Kurzawy. Niestety, Kamil
Grosicki nie zdołał pokonać uderzeniem głową Kawashimę, który wyskrobał piłkę z
linii bramki. Technologia goal line rozwiała jednak wątpliwości,
niedowierzającego skrzydłowego Hull City.
W drugiej odsłonie świetną akcję rozegrał Zieliński i
Grosicki, jednak ten ostatni finalizując kontratak za głęboko podał pomocnikowi
Napoli. W 59. minucie Kurzawa wykonując rzut wolny, wrzucił piłkę w pole karne,
w którym idealnie odnalazł się Jan Bednarek, wpakowując - ku naszej radości –
piłkę do siatki rywala. Chwilę potem Robert Lewandowski nie wykorzystał
stuprocentowej sytuacji, przeprowadzonej po raz kolejny przez parę Zieliński –
Grosicki. Zarówno my jak i Japończycy dokonaliśmy zmian, ale w samej końcówce
nikomu nie zależało na graniu w piłkę. W równolegle rozgrywanym spotkaniu
Kolumbia prowadziła z Senegalem i o rozstrzygnięciu kto wyjdzie z grupy wraz z
Los Cafeteros decydowała klasyfikacja Fair Play. Na Wołgograd Ariena rozległy
się potężne gwizdy, ponieważ Japończycy nie chcieli atakować, a podopieczni
Adama Nawałki nie byli zainteresowani odbiorem futbolówki rywalom, w skutek
czego na boisko nie zdążył nawet wejść Jakub Błaszczykowski. Żegnamy się z
rosyjskim turniejem zwycięstwem, ale
jednak niesmak pozostał. Mundial trwa
dalej już bez naszego udziału, świat się nie zatrzymał, natomiast my na pewno będziemy
musieli dłużej pochylić się nad naszymi piłkarskimi sprawami. Polacy dziękujemy, że po 12 latach ponownie mogliśmy emocjonować się naszą grą na Mistrzostwach
Świata! Szkoda, że znowu kończy się ona na fazie grupowej.
Milena Drozd


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz