piątek, 22 czerwca 2018

Raz Shaqiri, raz Xhaka, z tej Szwajcarii niezła paka!!

W ostatnim dzisiejszym spotkaniu rozgrywanym w ramach mistrzostw świata Szwajcaria pokonała w Kaliningradzie Serbię 2:1. Helwetów uszczęśliwili Xherdan Shaqiri i Granit Xhaka, którzy odpowiedzieli na trafienie Aleksandara Mitrovica z pierwszej połowy.



Początek zdecydowanie należał do Serbów. Już w 5. minucie objęli prowadzenie po znakomitej centrze Dusana Tadica, którą wykorzystał Mitrovic po strzale głową. Ta sytuacja wyraźnie pobudziła Szwajcarów do działania. Podopieczni Petkovica co rusz zapędzali się pod pole karne rywala, szukając choć kawałka wolnej przestrzeni do oddania strzału bądź wykonania otwierającego drogę do bramki podania. Wyborną okazję w 30. minucie zmarnował m. in. Blerim Dzemaili. Serbowie, natomiast, jakby pogodzeni z takim obrotem sprawy, postanowili skupić się na obronie wyniku, co udało im się do końca pierwszej części gry.


W drugiej, bowiem Helweci potrzebowali zaledwie siedmiu minut, aby doprowadzić do wyrównania. Z prawej strony groźny strzał Shaqiriego zablokował jeszcze obrońca, ale przy potężnej, mierzonej i oddanej z niezwykłą prędkością dobitce Xhaki bezradni byli zarówno defensorzy jak i bramkarz. Sześć minut później ponownie próbował Shaqiri, ale po jego uderzeniu futbolówka zaledwie otarła się o prawy słupek. Lecz co się odwlecze to nie uciecze. Lub, jak kto woli, do trzech razy sztuka, bo w samej końcówce meczu pomocnik angielskiego Stoke City okazał się już bezlitosny i wykorzystał podanie z głębi pola Marko Gavranovica. Do końca nic się nie zmieniło i z trzech punktów mogli cieszyć się Helweci.

Po rozstrzygnięciach w Kaliningradzie sytuacja w grupie E jest ciągle otwarta. Szanse na awans mają trzy zespoły i te szanse są wyrównane. W nieco lepszej pozycji wydaje się być, jednak Szwajcaria, która w swoim ostatnim meczu fazy grupowej zagra z Kostaryką. Serbię, natomiast czeka bój z faworyzowaną Brazylią.


                                                                                                              Marcin Paluch

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz